RSS
Robert Dołęga

Zorn Fest

warszawa muzyka event festiwal WSJD Zorn Electric Masada The Dreamers Sala Kongresowa koncert

Zorn

Pierwszy raz udało mi się być na koncercie w ramach Warsaw Summer Jazz Days, był to również pierwszy od dłuuugiego czasu koncert w Sali Kongresowej.

Nie było wnoszenia sztandaru, był Zorn Fest czyli święto Johna Zorna, więc musiałem na tym być :)

3 lipca w Sali Kongresowej zagrali w kolejności: John Zorn Quartet (Anthony Braxton - sax, John Zorn - sax, Bill Laswell - bass, Milford Graves - drums) The Dreamers (Marc Ribot - guitar, Jamie Saft - keyboards, Kenny Wollesen - vibes, Trevor Dunn - bass, Joey Baron - drums, Cyro Baptista - percussion, John Zorn - director) Electric Masada (John Zorn - sax, Marc Ribot - guitar, Jamie Saft - keyboards, Kenny Wollesen - drums, Trevor Dunn - bass, Joey Baron - drums, Cyro Baptista - percussion, Ikue Mori - electronics)

Było pięknie chociaż trochę dziegciu pojawiło się.

John Zorn Quartet z Laswell na basie i tym jednoznacznie rozpoznawalnym stylem gry Zorna był nie tylko aperitifem ale ucztą przed ucztą. Prawdziwy jazz jak to mówił przed koncertem Adamiak. Graves grał strasznie nierytmicznie, jakby balansował, jakby grał od niechcenia. W drugim secie zrobił dla mnie coś dziwnego. Wyszedł do publiczności i zaczął tańczyć z jednym fanem i fanką, co skończyło się wzięciem 'na barana' tego pierwszego. W sumie coś irytującego dla tego na górze. Oczywiście panowie stworzyli przyjemne dla ucha chwile, z dużą ilością improwizacji, solówek. Było głośno i dynamicznie, Było dobrze.

WSJD

Potem około godzinny koncert dali The Dreamers, Zorn jako dyrygent. Chyba nie znam bardziej przyjemnej muzyki w odbierze. Strasznie lekka, łagodna, melodyjna. Bardzo liczny osobowo skład grupy, dużo nietypowych - można powiedzieć - instrumentów. Marc Ribot oczywiście się wyróżniał, generował różnicę, wszyscy jakby tworzyli tło a on akcenty (nawet z zerwaną struną). Poznawanie Zorna (chyba) od Dreamersów polecałbym.

Na koniec Electric Masada, czyli The Dreamers z Zornem. I pomimo zaangażowania, pomimo życia tym co robią, pomimo gry Zorna, która była podobna do tej z pierwszego koncertu, była piękna. Pomimo dyrygowania Zorna, które czasami, widać przeszkadzało mu grać, pomimo tego że widać było, że to jest prawdziwy zgrany zespół, cos było nie tak. I tutaj powiem o tym dziegciu. Podczas trzeciego koncertu, Electric Masada słychać było straszny beat w tle, nie był to beat Electric Masada, tylko beat płynący z klubu nieopodal - Mirage. Było to żałosne i trzeba o tym powiedzieć. Podczas przerw w graniu Electric Masada bardzo słyszalne, nie wiem co sobie o tym myślał Zorn, gdyż na 100% to słyszał również. Podczas gry Electric Masada beaty przeszkadzały w odbierze, jakże wysublimowanych dźwięków ekipy Zorna. Nie wiem czyja to wina ale w pierwszej kolejności pytałbym organizatorów.

Mimo wszystko zadowolony byłem z tego, że się wybrałem.

  1. Brak komentarzy

Napisz odpowiedź

Weryfikacja