20.03 - 29.03, te dni zastaną zapamiętane przeze mnie pod jednym tytułem - DECHA.
Miejscówka - Livigno, na Wikipedii można wyczytać: gmina we Włoszech, w regionie Lombardia, w prowincji Sondrio. Położona na wysokości 1,816 m n.p.m (dla wyobraźni Kasprowy Wierch - 1959 m n.p.m., a Zakopane 750 m n.p.m.) miejscowość jest bardzo urocza. Jadąc od strony Szwajcarii wąskim tunelem wjeżdżamy w dolinę w dole której znajduje się jezioro, jest wąskie i długie czym przypomina fiord. Nie kończy się jednak Morzem Północnym tylko kurortem narciarskim Livigno.
Generalnie jazdę w Livigno można podzielić na części wschodnią (teren narciarski Monte della Neve - Monte Sponda - wyciągi z Livigno, Trepalle, Mottolino ) i zachodnią (teren narciarski Costaccia - Vetta Blesaccia - Carosello). Jedna jak i druga składa się s kilku szczytów, na których jest po kilkanaście różnego rodzaju tras. Jest kilka naprawdę stromych czarnych mało uczęszczanych i gorzej przygotowanych tras - takie właśnie powinny być, od cholery jest czerwonych szerokich i idealnie przygotowanych średniaków. Gdzieniegdzie można spotkać niebieskie bardzo bezpieczne i nie pozwalające rozwinąć dużej prędkości trasy dla początkujących lub wyluzowujących uczestników.
Zauważyłem tam dwa snowparki (jeden na którym sobie trochę poskakałem ponad kilometrowy :) ), jakiś borderfun oraz miernik prędkości - jednak miał awarię jak sprawdzałem go :/
W Livigno jest też sporo takich małych orczykowo/krzesełkowych wyciągów, bardzo krótkich przeznaczonych dla początkujących lub szlifujących swoje diamenty deskowo/narciarskie, w tym miejscu pozdro dla Madzi :)
Miejscówka u Sebastiana w której mieszkaliśmy była gość przyjemna, BELLAVISTA się nazywała. Można mieć tylko małe zastrzeżenia do ścian które przepuszczały dźwięki naszych 'libacji' co zmuszało Sebastiana do interwencji i trzy razy robiło się nieprzyjemnie w późnych godzinach nocnych, ale rozeszło się jakoś po kościach.
Co dalej? Ludzie. No cóż narzekać bardzo nie można. Kabul, Jendas, Qbel, Mały, Farafała, Lotus, Fabio, Marta, Przemo, Madzia i ja. Ne bawiliśmy się przy kawie :) Na stoku zazwyczaj dzieliliśmy się na grupy i bardzo dobrze. Wieczorami jednak zawsze odbywała się integracja (nie każdy każdego przecież znał). Nie pamiętam wszystkiego więc wiadomo. Szybkiego powrotu do zdrowie życzę Przemasowi i Kabulasowi.
A ja przez cały tydzień potrenowałem trochę robienie kółeczek - to na łatwiejszych odcinkach oraz wykonałem sporo skoków jak na mnie na snowparku co mnie niezmiernie cieszy. Oczywiście zrobiłem też kilkadziesiąt zjazdów no ale to naturalnie w takim miejscu.
Brak komentarzy