RSS
Robert Dołęga

Livigno - decha w alpach

sport extreme góry snowboard alpy włochy snowpark

Livigno

20.03 - 29.03, te dni zastaną zapamiętane przeze mnie pod jednym tytułem - DECHA. Miejscówka - Livigno, na Wikipedii można wyczytać: gmina we Włoszech, w regionie Lombardia, w prowincji Sondrio. Położona na wysokości 1,816 m n.p.m (dla wyobraźni Kasprowy Wierch - 1959 m n.p.m., a Zakopane 750 m n.p.m.) miejscowość jest bardzo urocza. Jadąc od strony Szwajcarii wąskim tunelem wjeżdżamy w dolinę w dole której znajduje się jezioro, jest wąskie i długie czym przypomina fiord. Nie kończy się jednak Morzem Północnym tylko kurortem narciarskim Livigno.

Generalnie jazdę w Livigno można podzielić na części wschodnią (teren narciarski Monte della Neve - Monte Sponda - wyciągi z Livigno, Trepalle, Mottolino ) i zachodnią (teren narciarski Costaccia - Vetta Blesaccia - Carosello). Jedna jak i druga składa się s kilku szczytów, na których jest po kilkanaście różnego rodzaju tras. Jest kilka naprawdę stromych czarnych mało uczęszczanych i gorzej przygotowanych tras - takie właśnie powinny być, od cholery jest czerwonych szerokich i idealnie przygotowanych średniaków. Gdzieniegdzie można spotkać niebieskie bardzo bezpieczne i nie pozwalające rozwinąć dużej prędkości trasy dla początkujących lub wyluzowujących uczestników.

Zauważyłem tam dwa snowparki (jeden na którym sobie trochę poskakałem ponad kilometrowy :) ), jakiś borderfun oraz miernik prędkości - jednak miał awarię jak sprawdzałem go :/

W Livigno jest też sporo takich małych orczykowo/krzesełkowych wyciągów, bardzo krótkich przeznaczonych dla początkujących lub szlifujących swoje diamenty deskowo/narciarskie, w tym miejscu pozdro dla Madzi :)

Miejscówka u Sebastiana w której mieszkaliśmy była gość przyjemna, BELLAVISTA się nazywała. Można mieć tylko małe zastrzeżenia do ścian które przepuszczały dźwięki naszych 'libacji' co zmuszało Sebastiana do interwencji i trzy razy robiło się nieprzyjemnie w późnych godzinach nocnych, ale rozeszło się jakoś po kościach.

Co dalej? Ludzie. No cóż narzekać bardzo nie można. Kabul, Jendas, Qbel, Mały, Farafała, Lotus, Fabio, Marta, Przemo, Madzia i ja. Ne bawiliśmy się przy kawie :) Na stoku zazwyczaj dzieliliśmy się na grupy i bardzo dobrze. Wieczorami jednak zawsze odbywała się integracja (nie każdy każdego przecież znał). Nie pamiętam wszystkiego więc wiadomo. Szybkiego powrotu do zdrowie życzę Przemasowi i Kabulasowi.

A ja przez cały tydzień potrenowałem trochę robienie kółeczek - to na łatwiejszych odcinkach oraz wykonałem sporo skoków jak na mnie na snowparku co mnie niezmiernie cieszy. Oczywiście zrobiłem też kilkadziesiąt zjazdów no ale to naturalnie w takim miejscu.

Zapraszam do obejrzenia galerii

I dwa moje skoki, pierwszy nieudany

oraz udany :)


Zimowy Kurs Turystyki Górskiej

sport extreme góry kurs turystyka

Kurs

Na początku marca wziąłem udział w Zimowym Kursie Turystyki Górskiej organizowany przez Studencki Klub Górski działający przy UW. Przez tydzień obozowałem w Betlejemce. Ja i pięcioro współuczestników codziennie mieliśmy mnóstwo zająć praktycznych oraz wykład z teorii. Ćwiczenia miały miejsce Dolinie Gąsienicowej.

Jak to wyglądało w szczegółach :


Dzień I

Miejsce: Za Czarnym Stawem Gąsienicowym idąc od Murowańca

Praktyka: Zabawa w hamowanie na stoku. Zsuwanie się w różnych pozycjach: na plecach, na brzuchu, głową do dołu, głową do góry. Hamowanie czekanem jak i tylko swoim ciałem. Asekuracja na linie z różnych stanowisk do asekuracji: z pozycji siedzącej, z użyciem czekana oraz grzybek. Wpadłem do małej śniegowej szczeliny :)

Teoria: Docent który prowadził teorię jak i praktykę z ramienia PZA przekazał inf. o sprzęcie.

Dzień II

Miejsce: Zmarzły Staw

Praktyka: Używanie raków do chodzenia i wspinania po ścianie lodowej. Wspinaczka 'na wetknę' po ścianie lodowej z użyciem raków i czekanów. Dla 'kozaków' wersja bez czekanów. Od tego dnia korzystanie ze śruby asekuracyjnych stało się łatwiejsze.

Teoria: Dokończenie omawiania sprzętu i cały wykład o lawinach, przekrojach i przemianach śniegu.

Dzień III

Miejsce: Kamieniołomy koło ‘Murowańca’

Praktyka: Ze względu na pogorszenie pogody ćwiczenia miały miejsce znacznie bliżej niż dotychczas, jednak były moim zdaniem najlepsze. Asekuracja trójkowa liną i symulacja wpadnięcia do szczeliny lodowcowej która kończyła się wyciągnięciem poszkodowanego. Przy silnym wietrze i obfitych opadach śniegu ćwiczenia miały charakter trochę ekstremalny :) Przed samym wyjściem w plener odbyły się ćwiczenia z wiązania węzłów, które później były wykorzystywane w akcji.

Teoria: Tym razem o śniegu i węzłach

Betlejemka

Dzień IV

Miejsce: Pojezierze

Praktyka: PIPSY i szukanie plecaków pod śniegiem z użyciem PIPSÓW i kijków trekingowych. Zakopywanie ludzi w śniegu, hardcore. Wyznaczanie przekroju śniegu oraz wykonanie norweskiej próby lawinowej. I najciekawsze: wykopanie jamy śniegowej w której spędziliśmy noc :)

Teoria: wykład z topografii

Dzień V

Praktyk: Zimowe wejście na Świnicę, najpierw kolejką na Kasprowy Wierch a potem graniami przez Beskid i Liliowe. Zejście przy użyciu techniki ‘dupo-zjazd’.

Teoria: Informacja o nocowaniu w górach używając namiotów, krypt, igloo itp.


Było ciekawie i nie można było narzekać na nudę. Czasami brakowało nawet chwili aby zadzwonić do bliskich. Chciałbym pozdrowić tym miejscu Pawła i Docenta, całą ekipę z kursu jak również Rybę chatara Betlejemki. Dzięki za dobre pięć dni!


Plateaux

noise muzyka electronic event toruń festiwal

Plateaux

Ostatnimi czasy o paru sprawach mógłbym powiedzieć, ale żeby nie rozszerzać obszaru zawartości tej strony to wspomnę tylko o jednym.

Toruń - bo rzecz działa się w tym ładnym mieście, gościł – jak się dało wyczytać – jeden z lepszych festiwali elektronicznych w Europie. PLATEAUX Festiwal tak się nazywa ten event był moim zdaniem dobą imprezą.

Miejsca: wybór miejsc wydaje się naturalny: Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”, oraz klub NRD (dla ścisłości muszę dodać, że część festiwalu odbywała się w Bydgoszczy w klubie „Mózg”). Miejsca z klimatem, pierwszy raz tam byłem ale czułem się tam dobrze i miałem wrażenie, że wszystko gra. Duże i nowoczesne sale CSW – szkło i stal pogłębiały tylko surowość klimatu, to dało się zauważyć. Natomiast tłok oraz pewien nieporządek w eNeeRDe konstatowały idee muzyki oznaczanej tagami jako: electronic, nosie, glitch, improwizacja itp.

Artyści: wybór jak najbardziej odpowiedni. Przyznam, że pomimo niezliczonych prób i ciągłych dociekać – nie mogę powiedzieć o sobie expert w tej dziedzinie, nie znam wszystkich artystów i wielu nie znałem w Toruniu. Jednak będąc tam przyznaję, pasowali. Przekrój od noise’u przez ambient, fale sinusoidalne aż po coś gdzie można było się doszukiwać czegoś co zwie się electro-hause.

Organizatorzy bardzo sympatyczni i pomocni – pomogli znajomemu naładować telefon, udzielali bardzo chętnie wszelkich informacji. Darmowy plakat który wisi sobie u mnie w pokoju. W tym miejscu trzeba wspomnieć o panu który robił kawę, bardzo sympatyczny i otwarty na ludzi człowiek. Była również tam ochrona, może ktoś tego nie zauważył ale jednak była. I tak powinno być, ochrona która nie dawała się zauważyć.

Występy: nie będę ukrywał, że Alva Noto najbardziej mi się podobał, może dlatego, że najbardziej noise’owy ze wszystkich (występ w CSW). Chłopak dobrze poniszczył ciszę. Parę dobrych słów trzeba powiedzieć również o Delay-u i Heckerze. Delay grał bardzo ciekawie i przyjemnie dla ucha, zadowoliłby nawet mniej wyrobionych odbiorców. Hecker – bardzo przyjemnie ambientował. Trochę moim zdaniem przynudzał Deupree, do tego stopni, że zacząłem przysypiać więc wyszedłem na kawę.

Czytając różne recenzje na forach wydaje się, że festiwal został ciepło przyjęty. Pozostaje życzyć organizatorom wielu pomysłów i realizacji ich za rok w tym samym miejscu o tej samej porze.

Oczywiście zamieszczam niżej parę binarek które udało mi się popełnić.

Dziewięć części


1 2 3 4 5 6